Przyszedł
na świat w Szczawnie Zdroju 15 listopada 1862 roku, dokładnie 140 lat temu.
Jego ojciec był hotelarzem i w znanym uzdrowisku prowadził pensjonat-gospodę.
Pięćdziesiąt lat później, Gerhart Hauptmann jest już sławnym pisarzem, staje
na samym szczycie - Akademia Szwedzka przyznaje mu Nobla za „Tkaczy”, dramat
społeczny przedstawiający bunt śląskich włókienników w 1844 roku. Bogata twórczość
Hauptmanna, osiadłego w Szklarskiej Porębie, a później w willi Wiesenstein
w Jagniątkowie będzie miała wiele odniesień do śląskiego krajobrazu, do gór
i dolin, do mieszkających tu ludzi. I - choć mało o tym wiadomo - tak naprawdę
wszystko to zaczęło się od Gór Izerskich. Podążmy zatem
Izerskim szlakiem Gerharta Hauptmanna
Jest lato 1890 roku. Gerhart z żoną Marią, bratem Karolem i bratową Martą wyruszają na wędrówkę po Izerach. Gerhart po okresie pragnie podreperować swoje zdrowie, zaczerpnąć świeżego, górskiego powietrza. Punktem wyjścia w góry jest rozwijająca się dopiero miejscowość „u wód” - Bad Flinsberg, dzisiejszy Świeradów Zdrój. Szlak prowadzi wędrowców na wschód, poprzez Wysoki Grzbiet na Rozdroże Izerskie. Stamtąd skręcają w bok, na Wysoki Kamień. Na szczycie przed oczyma Hauptmannów ukazuje się w pełnej krasie niepowtarzalne piękno Karkonoszy. W mało znanym u nas „Drugim ćwierćwieczu” (1938) Gerhart napisze o tamtych doznaniach:
Z Wysokiego Kamienia roztoczyła się przed nami głębia doliny i masyw Karkonoszy aż po Snieżkę, o czystych konturach i w pełnym przepychu. Tutaj nasunęła się nam nagła i odważna myśl, tutaj chcemy zostać, tutaj osiąść na stałe. Natchnieni nią potykaliśmy się w dół, w dolinę Szklarskiej Poręby, jak w upojeniu; wprost - jak nam się zdawało - do raju.
To zejście z Wysokiego Kamienia będzie rzeczywiście momentem zwrotnym dla obu rodzin. Gerhart i Karol kupują niemal natychmiast w Szklarskiej Porębie Średniej drewniany wiejski domek, remontują i rozbudowują go, i po roku od pamiętnej górskiej wędrówki wprowadzają się do niego. Gdy po latach fronton domu ozdobi drewniana płaskorzeźba, długo przypominać będzie, że tu powstały „Tkacze”, komedie „Kolega Crampton” i „Futro bobrowe”, „Woźnica Henschel” , „Elga” i „Hanusia”.
Do
Gór Izerskich odniesie się Hauptmann najpełniej w baśni o szklanej hucie,
którą zatytułuje „A Pippa tańczy”. Młoda włoska dziewczyna imieniem Pippa
tańczyć będzie w starej izerskiej karczmie. Nic dziwnego, miejsce to musiało
być Hauptmannowi znane z wędrówek. Powstał nawet spór wśród badaczy-regionalistów
(Hans von Hülsen, Józef Preussler), czy Jar Czerwonego Potoku (Rotwassergrund)
rzeczywiście istniał? Choć na mapie Gór Izerskich łatwo odnaleźć Czerwony
Potok, a nawet dwa - jeden wypływa z okolic Rudego Grzbietu, nieco na północ
od „Chatki Górzystów” jedynej pozostałości po dawnej wsi Gross Iser i wpada
do Kwisy, drugi Czerwony Potok zasila Kamienną a zlokalizowany jest między
Wieczornym Zamkiem a Czerwonymi Skałkami. O którą więc izerską karczmę chodzi?
Czy o leśną gospodę w pobliżu Wysokiego Grzbietu Izerskiego, gdzie stare lasy
schodzą do jaru Izery i jej tajemniczych źródeł? A może o Isermühle, stary
zajazd w nieistniejącej dziś wsi Gross Iser? Ostatecznie ukształtował się
pogląd, że chodzi o stary szynk, późniejszą gospodę Schneidera, naprzeciw
opuszczonej huty szkła w kolonii Karlsthal, dzisiejszym Orlu.
Posłuchajmy dialogu z tej baśni o hucie szkła, między dyrektorem huty a karczmarzem:
Dyrektor: Cóż mi do tego, że siedzi pan w tej po części czeskiej,
po części niemieckiej, opuszczonej karczmie, Wende?
Wende: Nic, panie dyrektorze! Chyba żebym musiał iść precz!
Dyrektor: Ale z pana stara zrzęda, niech pan tyle nie gada!
Wende: No niech pan spojrzy przez okno.
Dyrektor: Wiem już, ta stara rozpadająca się huta, co z naszą konkurowała.
Wkrótce zostanie sprzedana na rozbiórkę, tylko niech pan znowu nie zaczyna.
Wende: Jak długo potrwa jeszcze ten rejwach? Kiedy w tej hucie obok był jeszcze
ogień w dwóch piecach, mieliśmy spokojny, pewny zarobek - teraz jesteśmy zdani
na świństwa.
Dyrektor: Któż to tam brnie z chrząstem przez śnieg? Słychać, jak gdyby stąpał
po rozbitym szkle!
Wende: Rozbitego szkła dość chyba wokół szklarskiego baraku.
Dyrektor: Olbrzymi cień! Któż to jest?
Wende: Co najwyżej może to być stary wydmuchiwacz szkła Huhn. Też upiór ze
starej huty szkła, co to nie potrafi ani żyć, ani umrzeć! Już raz panu nie
wyszło z Sophienau, dlaczego huta nie może się dalej ostać jako filia?
Dyrektor: Ponieważ to nic nie da, a kosztuje dużo jak diabli.
Huta
Karlsthal powstała w 1754 roku, co związane było z likwidacją starej huty
w Szklarskiej Porębie - Białej Dolinie. Właściciel tej części Gór Izerskich,
hrabia Schaffgotsch zlecił Preusslerom - wywodzącej się z Czech rodzinie hutniczej
- założenie nowej huty. Tu było blisko drzewo, zwłaszcza bukowe, potrzebne
do pracy hutniczych pieców, jednak górski klimat, długo leżący śnieg, pustkowie
były fatalne dla prowadzenia huty. Na dodatek przyplątał się kryzys gospodarczy
a na początku XVIII wieku pożar huty. Po odbudowie obserwuje się rozwój huty
(lata czterdzieste XVIII w.) W 1842 roku otwarta zostaje huta „Józefina” w
Szklarskiej Porębie, zarządzana podobnie jak Karlsthal przez Franza Pohla.
Kolejna huta szkła w Piechowicach, należąca do Fritza Heckerta i otwarta w
1866 r. to już poważne zagrożenie dla huty Karlsthal. Następuje jej przejściowe
(1885) a potem definitywne zamknięcie (1891). Ta historia o starej izerskiej
hucie musiała być znana Hauptmannowi.
Samotność i ciszę izerskich lasów można odnaleźć w innym utworze Hauptmanna - powieści „Szaleniec Boży - Emmanuel Quint”. Biedny żebrak wybraża sobie, że jest Chrystusem, znajduje zwolenników, próbuje czynić cuda i wygłaszać kazania. No i jak Chrystus, wędruje. Znów opis wędrówki żywo przypomina krajobraz Gór Izerskich:
Trzeciego dnia swojej wędrówki dotarł Quint , wspinając się po ponurych, lasem krytych górach, do dzikiej, bezludnej okolicy. Wzrok jego sięgał w niezmierzoną dal ponad górami, wzgórzami, dolinami Śląska. Samotność, głęboka, bezdźwięczna cisza uroczysk leśnych, ledwie dosłyszalny poszum, przeciągający po wierzchołkach, gdy przystawał między mchami, kamieniami, paprociami - działały nań przygnębiająco. Zdało mu się, jakoby cisza i samotność, w której zawsze dopatrywał się wiecznie dobrotliwej przyjaciółki, tu przekształciła się w straszną moc, która ma zetrzeć jego zamysły, pełna próżności i niezwykłości.
Wybierając
się na wędrówkę po Górach Izerskich, zaglądając do Świeradowa, „Chatki Górzystów”
na Hali Izerskiej, Szklarskiej Poręby a nawet do Jablonca czy Liberca, wspomnijmy,
że chodzimy po szlakach wielkiego niemieckiego noblisty i bohaterów jego utworów.
Zajrzyjmy do Orla, gdzie w schronisku, byłej leśniczówce podziwiać możemy
mini-muzeum na cześć dawnych mieszkańców Karsthalu i tego, który wprowadził
ich do światowej literatury. A jeśli będziemy mieli trochę szczęścia, to nad
pobliskim potokiem Kamionek trafimy na kawałki kolorowego szkła i przeżyjemy
przygodę prawdziwego poszukiwacza skarbów, jak ze współczesnej baśni o hucie
szkła
Przegląd Lubański
listopad 2002
Janusz Skowroński
Dziękuję Panom - Andrzejowi Pietrzykowskiemu i Robertowi Szuberowi,
dyrektorowi Domu Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie za udzieloną pomoc.
W tłumaczeniu utworów Hauptmanna korzystałem z: „A Pippa zatańczy!” (w przekładzie
T.Kunickiego i W. Małyszka) - Dzieła - tom 2 i „Szaleniec Boży - Emmanuel
Quint” (w przekładzie B.Merwina) - Dzieła - tom 3, Wydawnictwo Europa, Wrocław
1997.