|
Rowery jeździły w Górach Izerskich od niepamiętnych czasów i dzisiaj nawet najstarsi górale nie pamiętają, kiedy to się zaczęło.
V Rowerowy Rajd Retro Orle – Jizerka organizowany przez Towarzystwo Izerskie to już pięć lat!!! Lat promowania turystyki i rekreacji rowerowej w niezwykle przyjaznych górach. Poranek 24 lipca wstaje deszczowy. Po prostu leje. Patrzymy po sobie. Ależ oczywiście jedziemy. Trochę szkoda, że kolorowe, barwne stroje Cyklistów sprzed kilkudziesięciu lat będą przykryte foliowymi pelerynami. Nic to. W nocy dojeżdżali, specjalnie na Rajd, Rowerzyści znad morza, Warszawy, Mazur, Wrocławia. Rano rozpakowują rowery jeleniogórzanie. Komandorem Rajdu jest Prezes Stowarzyszenia. Krótko wyłuszcza zapisy krótkiego regulaminu. Czesi dołączą w Harrachowie i na parkingu w Jizerce – zgodnie z programem. Pozaprogramowy jest tylko deszcz. Pamiątkowe zdjęcia pod bannerem reklamującym polsko – czeski projekt dofinansowany z Programu Operacyjnego Europejskiej Współpracy Transgranicznej Cz - PL, budżetu RP, środków Towarzystwa Izerskiego i Stacji Turystycznej Orle. Ktoś dzwoni, że się spóźni. Ktoś potwierdza telefonicznie udział w projekcie jako…piechociniec. Cieszy każda deklaracja. Machnięcie flagami - polską, czeską unijną i ruszamy. Do Działu Izerskiego i na dół do Harrachowa. Retrorowerzystom towarzyszy grupka Cyklistów na wspaniałych rowerowych „rumakach”. Każdy w ramie ma co najmniej 100 KM :))))) Wóz techniczno-ratowniczo-aprowizacyjny jedzie przez Jakuszce. Mijamy po drodze spóźnialskich, którzy mimo tłumaczeń i tak się pogubią. Na Jizerkę dotrą z bólami. Na stacji kolejowej w Harrachowie jesteśmy busem pierwsi i po kilkudziesięciu minutach, po wyjeździe z lasu, zaczynają przenosić przez tory swoje rowery, rozradowani o dziwo, Rajdowcy. Jest kilkoro zapowiadanych Czechów, ale mówią ahoj i … wsiadają w swoje Skody i na Jizerkę. Panuje ogólna wesołość. Deszcz już tylko „siąpi”. Czeska „bana”, czyt. Pociąg, do Korenova, czeka. Komuś dokręcamy siodełko. Napoje zimne. Kawałek sznurka do podwiązania retro – spódnicy. Pociąg rusza. I my też do Korenova. Deszcz odpuścił? Oby. Odpoczywamy na postoju w Korenovie. Kto by pomyślał? Pijemy gorącą kawę, czekoladę i herbatę. Pytanie do przemiłej obsługi o piwo bezalkoholowe wywołuje salwę śmiechu i zakłopotanie Gospodarzy. Wspominamy rajdy z lat poprzednich. Kupa śmiechu. Serwisanci nie mają zbyt wiele roboty. Ot takie drobiazgi” sznurek, agrafka, trzy ruchy kluczem i te cholerne siodełko znowu się trzyma. Zapasowego nie wzięliśmy. Kto by pomyślał, że siodełko może być tak upierdliwe. Komandor, który jedzie na jakiejś Ukrainie, no nie jakiejś, tylko nobliwej, przestrzega przed etapem prawdy. To prawie Czeskie Kopce. Kto pamięta jeszcze Czeskie Kopce, które w kilka godzin potrafiły skutecznie przemeblować klasyfikację Wyścigu Pokoju. My co prawda nie wyścig ale Rajd. Chociaż też z misją bardzo pokojową. Jedziemy serpentynami. W górę, w górę. Wiwatujących tłumów przy drodze nie widać. Chociaż czasem spod parasola lub z ukwieconego okna macha przyjaźnie do przebierańców jakaś ręka. Jedziemy naszym Mercedesem Vito minus jedynką!? Możliwe. To cud niemieckiej techniki motoryzacyjnej. Deszcz znowu zaczął siąpić. Przed nami tylko Ukrainy. Ci z przerzutkami schimano, na scott’ach i sirocco pognali do przodu. Ręka w górze. Rwiemy do przodu. Plus jedynką. Całe szczęście, że to tylko retro spódnica wkręciła się w łańcuch. Wystarczą nasze umiejętności mechaników a nie np. chirurgów. Retrocykliści ciągną mozolnie swoje maszyny pod górę. Raz koń pana, raz pan konia. Jak w życiu. Na wzniesieniu „dochodzimy” czołówkę Rajdu. Siąpi i… zaczyna wiać. Biednemu oczywiście zawsze w oczy. Zmieniamy potrzebującym bidony. Napoje chłodzone, jak na Rajd rowerowy w środku lata przystało. To Środkowa Europa a nie koło podbiegunowe. O!!! I praca serwisowa się znalazła. Z zapałem zabieramy się za dokręcanie rozregulowanych pedałów. Jeszcze jakaś dzwoniąca śrubka przy błotniku. Dopytujemy co komu co jeszcze? – Żeby w warsztatach była taka obsługa - chwalą nas Rajdowcy. – Macie karbid do lampy rowerowej? Siąpi, mgła i słabo widać. Wybuchamy salwą śmiechu. Ale obsuwa jest. Karbidu nie mamy. Oferujemy w zamian żarówkę dwuwłóknową. Samochodową. Ten śmiech nas rozgrzewa. Ruszamy. Na parkingu w Jizerce wieje jak nie przymierzając – w Murmańsku na lotnisku. Aluminiowe ramy trzeba mocno trzymać w garści. Dostojne Ukrainy stoją lekceważąco. Same. Stali z Donbasu w tamtych czasach było dostatek. Znajdują się również nasze zguby. Spóźnialscy. Żyły. Nie darowali. Są również najodważniejsi z czeskich Cyklorajdowców. Eleganccy. Suchuteńcy. Śnieżnobiałe skarpetki. Wyglansowane pantofle. A my? Zmoczeni. Zachlapani. Przepoceni. Tak właśnie wyglądają zdobywcy trasy. Ekstremalnej trasy:))))))) Opowiadamy wrażenia. Pijemy obowiązkowo herbatę z kropelką rumu. Dla zdrowotności. Na rozgrzewkę. Nikt nie potrzebuje serwisu? No to rwiemy na plac festynowy. Wśród ogólnej, czeskiej wesołości witamy naszych. Oklaski. Oklaski. Oklaski. Retro-hamowania są zadziwiające. Niektórym nie zadziałały wiekowe hamulce i posiłkowali się podeszwami pepegów. Kto dzisiaj pamięta, co to były pepegi? To takie peerelowskie, deficytowe tenisówki. Żadna tam chińszczyzna. Wszyscy szczęśliwie na miejscu. Tłumnie rozbrzmiewają i polskie głosy. To miłe. Gospodarze zapraszają nas do dostojnej rundy honorowej w… hali sportowej. I znowu brawa. Nie dość, że retro, to jeszcze i kawaleryjska fantazja. Taka trasa!? W taką pogodę!? Jury szybko poszeptuje w kącie i już są wyniki. I nagrody. Największe uznanie zyskuje mundur i rower szwedzkiego wojaka. Brawo Mariusz Łabiński. Pozostali sklasyfikowani też otrzymują nagrody i brawa. Są na fotografiach w Galerii. Udało się uwiecznić kilka nagrodzeń. Baterie w cyfrówce zawilgotniały? Patrzcie Państwo. Ukrainy dały radę a postęp techniczny dał plamę - baterie spuchły. W sali restauracyjnej jesteśmy podejmowani z honorami. Nagradza zwycięzców i karmi Unia Europejska wspierana przez budżet Państwa Polskiego i Towarzystwo Izerskie. Rajd jest dofinansowany ze środków Programu Operacyjnego Europejskiej Współpracy Terytorialnej. Jemy tradycyjne polskie i czeskie potrawy, przygotowane przez Czechów i finansowane przez Unię Europejską. Czy takie były marzenia Ojców Założycieli? Się porobiło! Nasyceni, ciekawie rozglądamy się po odpustowej sali. Połowa zastawiona kramami z rękodziełem lokalnych czeskich artystów. Czeskie klimaty. Cuda – cudeńka. Szkło, minerały, serweteczki, obrusiki, makatki, bukieciki ziół wszelakich z izerskich łąk, pierniki równie cudne i smaczne jak nasze toruńskie. Witamy się z zakolegowanymi w maju astronomami. Szkoda, że niebo znowu zasnute chmurami. Umawiamy się na jesienne obserwacje. Podczas otwarci Astronomicznej ścieżki edukacyjnej Orle - Chatka Górzystów. W drugiej części Sali dzieciaki z pootwieranymi buziakami, zasłuchane w prezentowane urokliwe bajki . Pewnie czeskie odpowiedniki naszych krasnoludków i Sierotki Marysi. Ciepło i domowo. Gospodarze mówią, że są miejscowi i goście z Frydlandu, Liberca, Pragi… Jeleniej Góry, Wrocławia. No i oczywiście my – RetroCykloRowerzyści z wielu miejsc w Polsce. Patrzcie Państwo. Taka mała Jizerka a taka znana. Z rok na pewno się pojawimy znowu. Pewnie w większej kompaniji. Pogoda dopisze a i z każdym rokiem Uczestników więcej. Komandor kończy bardzo nieoficjalnie Rajd. Zabieramy do busa kilka rowerów i cyklistów. Reszta wraca do Orla później - trasą przez Mostek na Izerze. Mają jeszcze w planie pogawędkę w Muzeum Izerskich Gór u Franciszka Mrtwy – muzealnego Kustosza, przyjaciela Rajdu. Osobliwe to zaiste miejsce. Pod wieczór zjeżdżają umordowani setnie, szlak z Jizerki to nie asfalt – chociaż to rzut beretem, mijając po drodze nasze Rajdowe Dziewczyny. Pewnie ciekawi jesteście, gdzie wybierają się po całodziennym męczącym V Rowerowym Rajdzie Retro Orle – Jizerka. Eleganckie, wybierają się pieszo, jak co roku, na tańce w Jizerce. Nie mówiłem, że kawaleryjska fantazja. A my, chłopy, zasiadamy przy kominku w sali Stacji Turystycznej ORLE i opowiadamy sobie wrażenia, dzielimy się informacjami, gdzie są do kupienia wigry, ukrainy i inne retrorowerowe cudeńka i… już snujemy plany przyszłorocznego VI Rajdu. Kto nie jechał w tym roku, ma szansę na przyszłoroczne uczestnictwo. Zbyszek Mądzelewski ![]() Galeria Zdjęć |