VIII
Bieg Izerski
12 marca 2005
Pirat na biegówkach
Hipolit
Bronowicki - Leśnik ze Szklarskiej Poręby skocznie przygrywał na akordeonie
narciarzom zapisującym się w świetlicy schroniska Orle do startu w V Biegu
Izerskim. A przed schroniskiem odpinali narty Niemcy - kilkunastu chłopa,
w identycznych sportowych ubraniach. Okazuje się - niemieccy strażacy, na
szkoleniu w Polsce. Przyszli na nartach, bo tak ich przywiodła spacerowa trasa
narciarska z Jakuszyc do Orla. Słyszą - muzyka swojska. Widzą podekscytowany
tłumek narciarzy. Zamówili po piwie i zapytali Pana Hipolita czy potrafi zagrać
ichnie „Góralu czy ci nie żal” gdzieś spod Alp... Potrafił. No to strażacy
pokazali, jak Niemcy śpiewają chórem. Polakom tylko takiej prowokacji brakowało.
Odczekali, aż narciarze zza Odry skończą i dalej wyć na całe gardło „Hej Sokoły...”,
że ledwie akordeon Pana Hipolita było słychać. Niemcy w rewanżu następną swoją
ludową przyśpiewkę, to nasi „Hej na wiersycku !” W tej sytuacji przygotowujący
się do startu Czesi nie mogli być gorsi. O, ci to dopiero potrafią podśpiewywać,
kiedy piwa w bród! Ktoś Niemcom powiedział, że ten nadzwyczajny ruch w Orlu
jest dlatego, ponieważ za pół godziny startuje towarzyskim, amatorski bieg
narciarski. Jakby mieli ochotę - zapraszamy. Wystartowali. A po dotarciu na
metę połączone siły gardeł polsko-czesko-niemieckich (przepłukanych „Książęcym”
z Lwówka Śląskiego) dały taki popis wspólnych śpiewów, jakiego chór wujów
jeszcze nie widział...
Towarzyskie
tłumne bieganie na nartach koło Orla najpierw nazywało się Biegiem Prezesa.
Prezesem biegu jest szef Orla Staszek Kornafel, a pierwszy raz - w roku 1994
na trasę wyszło... 20 narciarzy, stałych bywalców schroniska. Rok później
powtórzyli zabawę i na tym się skończyło. Kiedy parę lat później, w roku 2000
Staszek Kornafel widząc, że zimą Orle coraz tłumniej odwiedzają biegacze narciarscy,
reaktywował ideę towarzyskiego, integracyjnego biegu, w którym sportowy wynik
ma wtórne znaczenie do dobrej zabawy. Zwłaszcza, że impreza nie polega tylko
na pokonaniu 12 kilometrowej trasy w Górach Izerskich. Po biegu zawsze są
organizowane dodatkowe konkursy. Pierwszy - na szkocką modłę - rzut balem
drewna. Drugi - wyścig siłaczy ciągnących sanie z babami. Kto załaduje na
sanie więcej bab (to są oczywiście sympatyczne narciarki, uczestniczki biegu)
i w krótszym czasie pokona wyznaczony odcinek - wygrywa. Trzeci - wyścig na
trzyosobowych nartach. W Orlu są dwie pary specjalnych nart - każda narta
ma trzy wiązania. Narty przypina po trzech zawodników i jazdaaaaa! Albo czwarty
konkurs – kelnerski: kto na biegówkach zjedzie z górki z tacą pełną drinków
i nie uroni ani kropli... No i w ramach mody na Małysza: piąty konkurs - skoków
narciarskich na biegówkach z bardzo małej krokwi, usypanej na stoku obok Orla.
O, tu zawsze jest na co popatrzeć ! A kiedy na zewnątrz zrobi się już ciemno,
w świetlicy Orla tańce i śpiewy trwają do rana.
Ponieważ
bieg ma konwencję „na wesoło”, tradycją stały się oryginalne, dowcipne stroje
narciarzy, ekstra nagradzane. Startował w Biegu Izerskim Słoneczny Patrol
Straży Granicznej. Biegł Czerwony Kapturek z Wilkiem. Biegła rodzina żółtych
Strusi rozmawiających ze sobą po czesku, a trzeba wiedzieć, że od kilku lat
Czesi stanowią blisko połowę wszystkich startujących zawodników. I właśnie
w roku 2003 uczestników i organizatorów imprezy zaskoczył Petr Rykr. Czech,
który przyszedł w stroju i na nartach z... poprzedniej epoki. Narciarz retro
100 procent! Wygrał wtedy bezapelacyjnie konkurs na najoryginalniejszy strój.
Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak jego wygląd znacząco wpłynie na
dalsze losy tej imprezy.
Bieg
Izerski od roku 2001 organizuje założone w Orlu Towarzystwo Izerskie. Jego
członek (na codzień historyk w muzeum - Domu Braci Haupmannów w Szklarskiej
Porębie) dr Przemysław Wiater, wpadł na pomysł, by od następnego roku w ramach
Biegu Izerskiego zorganizować Bieg Retro: na zabytkowych nartach, w zabytkowych
butach i strojach z epoki. W roku 2004 takich biegaczy retro stanęło na starcie
blisko dwudziestu. I w tym roku było ich kilkunastu. Wielu zapewne nie dotarło
z powodu wyjątkowych śnieżyc i komunikacyjnego paraliżu, jaki miał miejsce
na Dolnym Śląsku w drugi weekend marca. Warto wspomnieć, że obok narciarzy
retro w strojach turystycznych sprzed 100 lat, pojawiają się też biegacze
w naprawdę niezwykłych ubiorach. Np. w tym roku biegł... pirat w uniformie
z czasów Nelsona i narciarz w kompletnym mundurze (!) żołnierza straży granicznej
Szwajcarii z czasów I Wojny Światowej. Także Petr Rykr niezmiennie w trzyma
retro fason już trzeci sezon z rzędu.
Od
dwóch lat biegaczom przygrywa czeska kapela ludowa „Szafrany”, która ma tę
umiejętność, że podczas startu rozbrzmiewa czeski folklor, a im później i
weselej, tym więcej słychać dixelandowych, jazzowych standardów oraz klasyki
pop, np. utworów Beatlesów. Ponieważ niekoniecznie ten, kto jest pierwszy
na mecie biegu wygrywa, cztery lata temu Prezes ufundował nagrodę za zajęcie
ostatniego miejsca - flaszkę wódki z ręcznie malowanym na szkle butelki zimowym
wizerunkiem Orla. Ponieważ nagrodę pokazano przed startem informując zawodników,
kto ma szansę ją zdobyć, znalazła się ekipa biegaczy pod przewodnictwem Henia
Klimczaka wrocławskiego żeglarza, która za punkt honoru postawiła sobie zdobyć
tę flaszkę. Ale te same ambicje miał Piotrek Pokorski. Dłuuuuugo szli „po
zwycięstwo”. Zabawa w świetlicy trwała już na całego, za oknami ciemno, a
tu połączone siły ekipy Henia z Piotrkiem „wpadają” na metę... Flaszka zdobyta!
Piotrkowi tak się to spodobało, że w dwóch ostatnich biegach został sponsorem
tej szczególnej nagrody.
W roku 2005 w VIII Biegu Izerskim wystartowało 86 narciarzy, a w II Biegu retro – 18 zawodników. Rok temu (w bardziej przyjazną pogodę, w imprezie uczestniczyło ok. 180 osób!).
Waldemar Koczewski
Tekst ukazał się również w dwumiesięczniku „Karkonosze”.